sobota, 14 września 2013

Rozdział 1 ,,Strzeż się, Córko Dymu i Kości!''

,,Udziel mi więc twych cierpień, płaczmy razem na nie! Ach,nie dziel ich, niech wszystko mnie samej zostanie''
                                                                               - Alexander Pope,  Heloiza do Abelarda




Demon eksplodował fontanną posoki i wnętrzności.
       Carmen Herondale zaklęła, wyszarpała sztylet z ciała i cofnęła się w porę żeby zobaczyć jak ciało demona kurczy się i znika.
      Dziewczyna z zadowoloną miną wytarła zakrwawiony sztylet o bluzkę i odwróciła się z triumfującą miną do Jessego. Ale za nią nikogo nie było.
- Jesse? - rzuciła w ciemność. - Jesse, to nie jest zabawne!
      Ostrożnie, z irytacją w oczach ruszyła w stronę miasta, zastanawiając się, co znowu jej przyjaciel wymyślił.
- Carmen - głos był cichy i dochodził z zaułka na prawo od dziewczyny.
      Carmen z ulgą weszła w zaułek.Ale ulga była chwilowa, bo
wiem Jesse stał nad martwą dziewczynką. Miała króciutkie, blond włosy, które teraz były prawie całe czerwone od krwi a jej wiek można było określić na jakieś 10 lat.
      Podniosła niedowierzający wzrok na przerażonego Jessego. Oczywiście, on nie mógł tego zrobić. Był za bardzo delikatny, nie tolerował widoku krwi.
      Ale cóż. Nawet Carmen miała ochotę teraz odwrócić się i zwymiotować. A to już było coś. Bowiem ciało było tak zmasakrowane, że nie dało się rozpoznać rysów twarzy. Twarz pocięta czymś, jakby nożem, brakowało jednej nogi, a brzuch był rozpłatany.
- Przyziemna? - zapytała spokojnie Carmen, klękając obok zmasakrowanego ciała i przyglądając się twarzy dziewczynki beznamiętnie.
      Jesse tylko potrząsnął głową. Nie mógł patrzeć na ciało dziewczynki. Dziwił się, jak Carmen może tak spokojnie sobie klęczeć przy niej. A jednocześnie ją za to podziwiał. Och, jakże on ją podziwiał.
- Nie? - zdziwiła się Carmen i przyjrzała się uważniej dziewczynce. - Och, masz rację. Ma błony między palcami. To czarownica.
      I nie czekając na reakcję Jessego chwyciła dłoń dziewczynki.
      I nagle dziewczynka otworzyła oczy. Carmen pospiesznie się cofnęła i otworzyła szerzej oczy.
      Dziesięciolatka skierowała na nią niewidzące oczy a z jej ust wydobyło się charczenie.
- Strzeż się, Carmen Herondale! - głos dziewczynki był skrzeczący. Wydobywał się z jej krtani z niezwykłym trudem. Wywróciła oczami tak, że widać było tylko białka. - Strzeż się, Córo Dymu i Kości! Jak mordujesz tak sama zostaniesz zamordowana! Strzeż się! Strzeż się, strzeż się, strzeżsięstrzeżsięstrzeżsię..... - szept zmienił się w mrożący krew w żyłach krzyk, a Carmen nic nie mogła poradzić na strach, który nagle wezbrał głęboko w niej samej.
      I wtedy wszystko umilkło. Czarownica dostała drgawek po czym znieruchomiała.
- Myślisz że...? - Jesse nie dokończył.
- Nie żyje? - dokończyła za niego Carmen i wstała zwinnie. - Tak, teraz już na pewno nie żyje.
      Przeciągnęła się lekko i mruknęła z zadowoleniem.
- Cóż, Henrick z pewnością się tym zainteresuje. - stwierdziła i uśmiechnęła się swoim zwykłym krzywym uśmieszkiem..
       Odrzuciła włosy na plecy i odsunęła się o kilka kroków od ciała.W blasku wschodzącego słońca wyglądała jak średniowieczna księżniczka czekająca na swojego księcia. Cóż, bynajmniej prawie.Carmen bowiem żadnego księcia nie potrzebowała. Świetnie sobie radziła sama.
       Za to Jesse był jej dokładnym przeciwieństwem. Delikatnej budowy, o wrażliwym charakterze, nie tolerował najprostszych Znaków. Nie umiał walczyć i bał się demonów. Już wiele razy chciał uciec i zostać zwykłym Przyziemnym. Żałosne.
- On kocha Podziemnych - kontynuowała Carmen bawiąc się sztyletem. Jesse uniósł głowe i zobaczył że na wargach przyjaciółki błąka się lodowaty uśmieszek. - Nie rozumiem go. Jak można kochać Podziemnych?
- Care. - Jesse nagle znalazł się obok dziewczyny. Położył jej rękę na ramieniu, a Carmen drgnęła.- Co ty masz do Podziemnych?
        Carmen tylko prychnęła i odwróciła się.
        Szczerze to ona sama nawet nie wiedziała, dlaczego tak nienawidzi Podziemnych.

***

- Martwa Podziemna na ulicy pełnej Przyziemnych? - spytał z niedowierzaniem młody, brązowowłosy mężczyzna patrząc z niedowierzaniem na znudzoną Carmen, opierającą się o framugę drzwi i czyszczącą sobie idealne paznokcie stelą.
- Nie na ulicy, tylko w zaułku i to dosyć daleko od ulic. - ponieważ Carmen zbytnio nie kwapiła się do rozmowy, to Jesse udzielił odpowiedzi mężczyźnie.
- Ale skąd tam się wzięło to ciało?
- A co my wróżki? - mruknęła zirytowana Carmen i szybko schowała stelę do kieszeni. Widocznie uznała że jej idealne paznokcie są idealne (? xD)
        Mężczyzna rzucił jej spojrzenie, zwykle określane jako ''mordercze''.
- Nie wiemy, Henrick - Jesse jak zwykle zignorował wredne zaczepki Carmen i łagodnie zwrócił się do mężczyzny. - Ale myślę że ona tam nie leżała, kiedy tropiliśmy Shaxa.
- Czyli sugerujesz, że to Shax zabił tę dziewczynkę? - Henrick uniósł brwi.
- Nie wydaje mi się - Carmen nagle zrobiła się poważna.  - Dlaczego akurat jakąś małą Podziemną? Przecież Shaxy działają na polecenie czarowników. Wątpię, by ta mała naraziła się jakiemuś - Carmen uniosła jasną brew.
        Henrick spojrzał na nią w zamyśleniu.
- Chyba masz rację, Carmen.
- Bo mam. Jak zawsze.
       Mężczyzna zignorował ją i odwrócił się na pięcie.
- Zawołajcie resztę i zbierzcie się w kuchni. Ja pójdę po Roxanne. - rzucił przez ramię i wyszedł.
       Carmen niechętnie spojrzała za nim.
- Ja sprowadzę Willa i Charlotte a ty Sophie i Deana. Och i jeszcze Thomasa!
Po czym odwróciła się i nie czekając na odpowiedź poszła szukać Willa i Charlotte.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Taaak... nareszcie dodałam! Pisałam ten rozdział na lekcjach, wszystkich po kolei! xDD
Szczególnie podoba mi się ten lodowaty uśmiech Carmen ;3
A tak wgl, to piszcie co myślicie!
Zależy mi na tym! ^^

Oliwia, takie cos dla ciebie: Charlotte dałam jej imię bo mnie prosiłaś xD Możesz się uważać za jej stwórczynię xD

2 komentarze:

  1. Łaaa *.* Jestem pełna podziwu *.*
    Aplauz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Rozdział bardzo mi się podobał. Super, że natrafiłam na tego bloga teraz i będę jarać się nowymi rozdziałami <3 Dodaj jak najwcześniej!

    "Kim jestem? Kim jest ta pospolita wampirzyca. uciekająca przez całe życie? Zakochana za zabój w Stefanie Salvatore. Zawsze gotowa do walki, pewna siebie w stu procentach? Drobna szatynka o wybuchowym charakterku, uparta i stanowcza. Nie wierzę w szczęście, pech, nazwałabym się realistką, która w ogóle nie potrafi przewidywać konsekwencji swoich czynów, no dobrze, nie umiała. Wieki nauczyły mnie jak radzić sobie z życiem, no... do jakiegoś stopnia. Moja przeszłość pytacie?... Zbyt wiele by opowiadać, ale skoro cechuje was cierpliwość? Upiłam się... A reszta? Reszta była, no cóż... Może lepiej zajrzyjcie w moją opowieść aniżeli wyczytujcie suche fakty... Postaram się umilić wam czas... A jeśli mi się to nie uda... Trudno, nie będę po was płakać."

    A oto maleńka zachęta do przeczytania mojego bloga. Powstał na razie prolog.
    Liczę na twą cenną opinię
    http://i-got-lost-on-my-way.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń